...w zderzeniu z brutalną rzeczywistością.
Ta notka będzie opisywała, sytuację mniej więcej z początku listopada, wtedy nawet nie śniło mi się że będę pisał bloga, a obecnie, gdy już go prowadzę uważam, że warto tę historię opisać.
Pewnego razu siedząc przed komputerem stwierdziłem, iż mój 12letni CRT wyświetla obraz tak słabej jakości i zapewne równie wysokiej szkodliwości, że najwyższa pora wsadzić go do wora... znaczy się wymienić na nowy. Z faktu, że jestem leniwy padło na punkt DOMARu na Skarżynskiego w Fordonie (radzę sobie zapisać ten adres, ale bynajmniej nie na liście punktów godnych polecenia) do którego mam przysłowiowy rzut beretem. Żadnym ekspertem w dziedzinie nowych monitorów nie jestem, więc zanim udałem się na zakupy, zasięgnąłem języka u tego co wie wszystko, tego no... google chyba na niego mówią. Uzbrojony w wiedze o podstawowych zagadnieniach związanych z panelami LCD, żwawym krokiem zmierzałem ku miejscu przeznaczenia. Z nadzieją, iż przyswojone informacje pozwolą mi nawiązać w miarę równorzędną rozmowę ze specjalistą w sklepie. Po odszukaniu miejsca w którym oczekiwały na mnie monitorki, lekko się zdziwiłem gdyż przy żadnym z około 15 różnych modeli nie było karteczki informującej o jego parametrach. Zamiast tego przy każdym – zgodnie z obowiązującymi trendami – widniała taka z krzykliwym napisem „Promocja” i dwiema cenami – wyższą przekreśloną i niższą w kolorze czerwonym. Stojąc tak i przyglądając się `towarom` zauważyłem przemykającego po cichu gościa we wdzianku firmowym, z identyfikatorem na którym widniało : „W czym mogę pomóc?”. Wiedział kiedy się pojawić pomyślałem i nie czekając, aż zapadnie się pod ziemię zagadałem. „Przepraszam” – facet stanął jak wryty, a jego oczy powiększyły się do rozmiarów dojrzałej pomarańczy, oprócz tego nie zauważyłem żadnej innej reakcji z jego strony więc ciągnąłem dalej... „Czy mógłby mi pan coś opowiedzieć o tych monitorach? Czym oprócz ceny się różnią?” – na twarzy tego przed momentem przerażonego ludka wymalował się potężny grymas – coś jakby właśnie dostał skrętu kiszek, w międzyczasie jego oczy wróciły do normalnej wielkości z tym, że teraz wykazywały nadmierną ruchliwość w osi poziomej. Po kilku kolejnych chwilach ludek przemówił – „Przepraszam, obsługuję innego klienta, proszę poczekać”, po czym śpiesznie podążył w kierunku pani, która najwidoczniej chciała zakupić ekspres do kawy, gdyż jeden z nich właśnie kończyła rozkładać na czynniki pierwsze. Tak więc w czasie gdy czekałem na powrót pana „W czym mogę pomóc”, zauważyłem, że wszystkie monitorki są połączone z jednym kompem co zapewne dawało możliwość wyświetlenia czegoś bardziej efektownego od napisu „brak sygnału”. Po kilku minutach zauważyłem innego pracownika sklepu, który w sposób podobny do poprzednika przechadzał się w pobliżu, z tym że ten miał na identyfikatorze „kierownik sklepu”. Jego wzrok tęskniący za rozumem nie dawał mi przesłanek ku temu, że tym razem czegoś się dowiem, no ale spróbowałem... Poprosiłem o wyświetlenie jakiegoś sygnału, odpowiedź padła szybko i tonem bardzo stanowczym – „Oczywiście”, po czym ludek, najpierw posprawdzał, czy każdy z monitorów jest podłączony do zasilania, następnie wyłączył i zaraz potem włączył listwę zasilania, ku jego zdziwieniu obraz się nie pojawił, po chwili namysłu sprawdził gdzie są podpięte kable sygnałowe i w „mgnieniu oka” doszedł, że musi włączyć komputer. „Brawo” pomyślałem, a kierownik spojrzał na mnie z nieukrywaną dumą na twarzy. Następnie zapytałem o to, co tak skutecznie przepłoszyło poprzednika czyli o parametry. Pan kierownik nieco się zasępił, ale muszę powiedzieć, że wybrnął bardzo inteligentnie, korzystając z faktu, że teraz monitory wyświetlają obraz odpowiedział, że na co mi jakieś parametry, przecież wszystko widać ‘na oko’... No przecież, że widać! Gdy tylko spojrzałem to od razu poznałem, że ten ma czas reakcji 6ms a tamten 10, a ten najdroższy to „na oko” widać że tylko 4ms! Kontrast i jasność też widać było jak na dłoni... o rozdzielczości natywnej już nie wspominając. Podziękowałem panu za pomoc. Na szczęście w sprzedaży był akurat dostępny model o którym dużo poczytałem na Internecie, więc na niego padł wybór. Przekonany, że to koniec przygód podszedłem do kasy. Obok kasjera stał już „bystry” kierownik i z wielkim przejęciem... wycinał kolejne promocyjne karteczki. W momencie płacenia, kasjer przemiłym głosem poinformował mnie, iż nie wystawi mi faktury, gdyż towar ten dostali niedawno i jeszcze nie wprowadzili go do systemu... w zamian zaoferował mi pokwitowanie na podstawie, którego miałem po 2ch dniach odebrać fakturę. Tego już było za wiele, lekko podirytowany oznajmiłem, że co to mnie obchodzi, skoro towar wystawiliście do sprzedaży to kwestia waszych papierków mnie nie dotyczy i na pewno nie będę tracił dodatkowo swojego czasu by odebrać fakturę, kasjer zaczął coś tam mamrotać, jednak przerwał mu kierownik, który w międzyczasie porzucił swoje wycinanki i powiedział, że bardzo przeprasza i że za parę minut otrzymam fakturę. W trakcie kolejnego oczekiwania, uświadomiłem panów, jak bardzo jestem niezadowolony i dość obszernie porównałem ich reklamy w mediach w których wszystko wygląda tak cudnie, z rzeczywistością którą zastałem. Dostałem fakturę i... czekałem dalej gdyż do tej pory pan odpowiedzialny za znalezienie towaru w magazynie i dostarczenie go do mnie się nie pojawił. Nawet zażartowałem, że zaraz się okaże, że do magazynu też go jeszcze nie zdążyliście wprowadzić, po tych słowach kierownik osobiście ruszył na pomoc i zniknął w otchłaniach magazynu. W trakcie gdy trwały poszukiwania mojego monitora, do pana ze stoiska obok podeszła klientka prosząc o informacje na temat odtwarzacza mp3, który chciała zakupić. Ludek ten wziął pudełko do ręki i... zaczął „wyjaśniać” czytając co tam się akurat znalazło – „to odtwarza muzykę... eee... różną muzykę... znaczy, chodzi o różne formaty... o! ma wbudowany dyktafon... yyy... i radio! Tak radio, takie wie pani jak... mmm... w dużym radiu.” Załamka totalna... kompletna amatorszczyzna! Gdy ukazują się ogłoszenia o pracę to w wymaganiach stoi, że trzeba mieć doświadczenie, znać się na branży, być na bieżąco z nowinkami etc. etc. W rzeczywistości wszyscy pracownicy z którymi wtedy miałem wątpliwą przyjemność spotkać się w tym punkcie DOMARu byli albo chwilowo niepoczytalni albo mieli zaawansowany syndrom debilizmu wtórnego. Po kilku chwilach z magazynu wyłonił się dumny „kierownik zdobywca” wracający z misji poszukiwawczej i z satysfakcją oznajmił, że znalazł. Pomyślałem, że chyba teraz powinienem mu za taki sukces jakiś medal wręczyć, bo jego postawa sugerowała, że na coś takiego oczekuje. Gdy odbierałem pudło, kierownik chcąc miłym akcentem zakończyć „udaną” transakcję powiedział: „Na pewno będzie pan zadowolony, bo to bardzo dobry monitor”.
– Tak, przecież to „na oko” widać, że dobry... odpowiedziałem.
czwartek, 31 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz