poniedziałek, 24 grudnia 2007

Ja tylko chciałem coś kupić...

...a stałem się uczestnikiem parkingowego survival`u.

Jakieś dwa tygodnie temu przekonałem się jak ciężko jest, w okresie przedświątecznym kupić zwykłą rzecz. Jak do tego doszło? Ot po prostu, podczas prac modelarskich doszedłem do wniosku, że za niedługo potrzebny mi będzie o jeden `ścisk modelarski duży` więcej niż obecnie posiadam. Więc korzystając z wolnej chwili i pięknych okoliczności przyrody wybrałem się do sprawdzonego punktu. Pech chciał, iż punkt ów znajduje się tuż obok miejsca, które w okolicach świąt jest oblężone w stopniu porównywalnym z muzułmańską Mekką. Mowa tu oczywiście o `Galerii Pomorskiej`. Oczywiście podobnie jak kilkuset innych kierowców nie przewidziałem, iż na parkingu który zazwyczaj zapełniony jest w 30-40% nie będzie żadnego miejsca. Sytuacja zaczęła się komplikować jakieś 300m od G.P. kiedy to po uprzednim wyhamowaniu całkowitym zacząłem się przemieszczać do przodu z prędkością `tyle ile się dało/jeden cykl sygnalizacji świetlnej`. Kiedy minął mnie 4ty tramwaj pędzący w stronę miasta dopchnąłem się pod sam sygnalizator i zająłem tzw. pole position. Baaa nawet zostałem przez ów sygnalizator zaskoczony, gdy po około 5sek. otrzymałem `zieloną strzałkę`, ale to był tylko taki `chłyt maketindody` gdyż pas w który miałem wjechać był delikatnie mówiąc zajęty. Po jakichś 2 kolejnych tramwajach w kierunku centrum, udało mi się... podjechać na tyle blisko, by zorientować się, że 9/10 samochodów próbuje skręcić na parking do G.P. więc postanowiłem być tym 10tym i skręciłem na parking przy `szwabsken ruden wiewióren`, w nadziei że tam będzie luźniej. Gdy kończyłem drugi `tour de parking` nadzieja mnie opuściła. Podczas kolejnej rundy, miałem szczęście, z `Wiewióry` akurat wychodził pan, który z widocznym na twarzy wysiłkiem pchał wózek, którego zawartość przedstawiała się w postaci pudełka o wymiarach kilkanście-x-kilkanaście-x-kilka centymetrów. Postanowiłem, że niczym kuna zakradnę się za nim i zapoluje na miejsce które niechybnie zwolni za czas niedługi. Tak też zrobiłem, jednak zanim ten biedny człeczyna zdążył zapakować swoje zakupy do bagażnika z naprzeciwka ustawił się już 2gi chętny i w dodatku bezczelnie włączył kierunkowskaz. Ze dwa razy grzecznie pokazywałem sępowi po której stronie będzie mnie miał próbując zająć zwalniane miejsce, nie wiem czy to by poskutkowało, ale jednak niebiosa mi sprzyjały. Pan `po zakupach` wykręcił w stronę mojego oponenta co dało mi kilka cennych sekund by poprawić swoją pozycję. Podjechałem do przodu, blokując wolne miejsce, rywal po krótkiej chwili bezczynności z grymasem na twarzy odjechał – ha! zwycięstwo! Pozostało już tylko grzecznie wtoczyć się w upolowane miejsce. Ten kto myśli, że to koniec przygód jest w sporym błędzie. Wracając powolnym krokiem w stronę samochodu zauważyłem, pewną panią w `cieniasie` (lub jak mawia moja mama `cińko-cieńko`), która korzystając z wypróbowanego sposobu `na kunę` toczyła się za mną. Parę minut wcześniej zarówno ja jaki i mój konkurent do miejsca zatrzymaliśmy się w odległości umożliwiającej swobodny wyjazd w dowolnym kierunku osobie opuszczającej parking. Jednak ta pani (podkreślam jeszcze raz pani :P ) zatrzymała się w taki sposób że... nie wiem jak go określić, ona w zasadzie w połowie już zaparkowała w miejscu z którego ja jeszcze nie wyjechałem. Zostawiła mi tyle przestrzeni, że ciężko by było stamtąd wyjechać wózkiem na zakupy, a co dopiero samochodem. Popatrzyłem na nią, wymownie, ale ona nic. Otworzyłem auto, powoli zdjąłem kurtkę co by mi ruchów nie krępowała, powoli usadowiłem się w samochodzie, powoli wykonałem wiele innych czynności - pani nadal stała, jak stała tyle że za nią utworzyła się kolejka złożona z kilku samochodów, bo pani blokowała całą alejkę. Stwierdziłem, że baba nie załapie o co lotto, więc wytoczyłem się tyle ile mogłem i wykonałem gest bezradności dobitnie wskazujący, że potrzebuję trochę więcej miejsca. Reakcja owej pani zapewne ścięła by mnie z nóg gdyby nie fakt, że wygodnie siedziałem. Opuściła szybę i puściła tak soczystą i głośną wiązankę, że z całą pewnością mogę stwierdzić, iż jej mąż jest rasowym szewcem. W tak zwanym międzyczasie jej – na oko – co najwyżej 12letnia pasażerka pokazała mi język i środkowy palec... Po tym krótkim, aczkolwiek bardzo wymownym przekazie, pani wycofała swojego `cieniasa` i... obrażona, odjechała rezygnując z miejsca. Chwilkę jeszcze trwało zanim otrząsnąłem się z lekkiego szoku, po czym ruszając, odruchowo spojrzałem w prawo i ujrzałem życzliwie uśmiechającego się pana, który tylko czekał, by porwać zdobycz, która mu się trafiła.
Kończąc przydługą relacje chciałem tylko napisać, że w sklepie nie otrzymałem ścisku modelarskiego dużego i musiałem zakupić średni...

Brak komentarzy: